
Zaczynając 35 tydzień,uświadamiam sobie dlaczego 9 miesięcy
oczekiwania na dziecko nazywa się ciążą. Każda z nas inaczej przeżywa
ten czas.Niektóre z nas są aktywne do samego końca a inne muszą uważać
bardzo na siebie. U mnie latanie skończyło się wraz ze wpisem w kartę
przyjęć do szpitala "zagrażający poród przedwczesny ". Wtedy otworzyły mi
się oczy i zachodziłam w głowę, po co mi było wysprzątane mieszkanie,
upieczone ciasto i latanie po sklepach.Teraz, gdy mam przymusowe leżenie
nagle wiele spraw zeszło na dalszy plan. Faktycznie nawet wychodzenie z
łóżka albo bardziej obrazując sturlanie się z niego przynosi za sobą
falę zmęczenia.Kilkuminutowy spacer po pokojach to chwila,gdy brzuch
coraz mniej opiera się grawitacji. W nocy za to pielgrzymka do toalety
to standard.Coś w tym jest,w końcu będę musiała wstawać do dziecka.Nerwy
przez to,że nie można nic zrobić potęguje patrzenie w kalendarz ile
jeszcze czasu zostało do rozwiązania.Ostatnie tygodnie chyba takie muszą
po prostu być,nawet gdy czujemy się dobrze.Im bardziej na kogoś
czekamy,tym bardziej przeżywamy spotkanie z tą osobom. Od płaczu ze
złości,że byłam tak lekkomyślna nie uważając na siebie ratuje mnie mój
słodki ciężarek,który noszę pod sercem.
Komentarze
Prześlij komentarz