Moje córki bliźniaczki
"Ale jak to w tej wannie będzie siedzieć dwoje dzieci?",pytaliśmy się wzajemnie patrząc na naszą małą Anię. Byliśmy zaskoczeni,choć chcieliśmy mieć drugie dziecko. To były pierwsze chwile mojego lęku. Lęku przed nieznanym , przed kolejną ciążą, podwójną miłością i podwójnymi obowiązkami. Byłam przerażona. Pocieszała mnie myśl, że skoro moja szwagierka radzi sobie z dziećmi rok po roku to ja też dam radę z różnicą dwóch lat.
W ten sam dzień obliczyłam datę porodu. Wyszła dzień wcześniej,niż z Anią. Zaśmiałam się i stwierdziłam, że Pan Bóg to ma niezłe poczucie humoru. Mówiłam sobie, że tym razem dociągnę do końca. Ania urodziła się w 38 tygodniu.
Mijały miesiące, brzuch rósł a ja niekoniecznie razem z nim. To była ciąża z wieloma komplikacjami. Mój charakter typu "Zosia Samosia" musiał ulec zmianie. Do tego nadciągający bunt dwulatka... zrobił swoje i często było mi ciężko.
Tylko mamy, które mają roczne dziecko lub dwuletnie czy nawet trzyletnie wiedzą co to jest, gdy nosisz pod sercem nowe życie a w domu musisz okiełznać malucha. To był trudny,ale i piękny czas.
W majówkę wylądowałam w szpitalu ze skurczami. KTG na nic nie wskazywało.Wypisałam się na własne żądanie.
Pod koniec maja miałam podejrzenie stanu przedrzucawkowego i tak zostałam już do końca...
Moje najdłuższe dwa tygodnie w życiu bez Ani.
Od początku mojej wizyty na oddziale położniczym tłumaczyłam ordynatorowi ,że muszę wyjść przed 11 czerwca, bo moja córka ma urodziny. Moja mama na kilka dni przed porodem, powiedziała że urodzę w ten sam dzień co Anię. Zaśmiałam się i odpowiedziałam, że przecież ma to być w piątek! Nadszedł piątek...a tu nic... Każdy dzień był na wagę złota. Asia miała być chudziutka i malutka. W sobotę miałam masaż szyjki i dalej nic... Rano 11 czerwca o 8 rano miałam 1cm rozwarcie. O 13 byłam już na bloku, gdzie urodziłam moją drugą córkę Joasię.
W ten sam dzień obliczyłam datę porodu. Wyszła dzień wcześniej,niż z Anią. Zaśmiałam się i stwierdziłam, że Pan Bóg to ma niezłe poczucie humoru. Mówiłam sobie, że tym razem dociągnę do końca. Ania urodziła się w 38 tygodniu.
Mijały miesiące, brzuch rósł a ja niekoniecznie razem z nim. To była ciąża z wieloma komplikacjami. Mój charakter typu "Zosia Samosia" musiał ulec zmianie. Do tego nadciągający bunt dwulatka... zrobił swoje i często było mi ciężko.
Tylko mamy, które mają roczne dziecko lub dwuletnie czy nawet trzyletnie wiedzą co to jest, gdy nosisz pod sercem nowe życie a w domu musisz okiełznać malucha. To był trudny,ale i piękny czas.
W majówkę wylądowałam w szpitalu ze skurczami. KTG na nic nie wskazywało.Wypisałam się na własne żądanie.
Pod koniec maja miałam podejrzenie stanu przedrzucawkowego i tak zostałam już do końca...
Moje najdłuższe dwa tygodnie w życiu bez Ani.
Od początku mojej wizyty na oddziale położniczym tłumaczyłam ordynatorowi ,że muszę wyjść przed 11 czerwca, bo moja córka ma urodziny. Moja mama na kilka dni przed porodem, powiedziała że urodzę w ten sam dzień co Anię. Zaśmiałam się i odpowiedziałam, że przecież ma to być w piątek! Nadszedł piątek...a tu nic... Każdy dzień był na wagę złota. Asia miała być chudziutka i malutka. W sobotę miałam masaż szyjki i dalej nic... Rano 11 czerwca o 8 rano miałam 1cm rozwarcie. O 13 byłam już na bloku, gdzie urodziłam moją drugą córkę Joasię.
Komentarze
Prześlij komentarz